Depresja poporodowa

Depresja poporodowa

Depresja poporodowa

“Myślałam, że to będzie najszczęśliwszy czas mojego życia,
a chce mi się wyć”. dr n. med. Katarzyna Szaulińska-Dynowska
o depresji poporodowej.

Jesteś sama. Przeraźliwie sama. Jedynym twoim towarzyszem jest twój własny niepokój, on z kolei nie opuszcza cię ani na chwilę. Martwisz się zdrowiem dziecka, jego zachowaniem i przeraża cię własna niekompetencja. Obwiniasz się, że jesteś złą matką i boisz się podjąć jakąkolwiek decyzję – pójść na spacer, ubrać dziecko w czapeczkę… wszystko wydaje się takie trudne…

Żeby było “weselej” – to, co zwykle rozświetlało ci dzień – łyk kawy, gryz pączka, parę stron kryminału, trening – przestaje cię podnosić na duchu. Czujesz, jakby skończyło ci się paliwo, jesteś smutna i przygnębiona. Nie masz też przyjemności z zajmowania się dzieckiem – jego płacz na zmianę złości cię i wpędza w poczucie winy, nie wiesz, czego od ciebie chce.

Kiedy zaglądasz w głąb samej siebie, tam, gdzie chciałabyś znaleźć miłość do tej małej istoty – znajdujesz pustkę. Wstydzisz się tego koszmarnie przed sobą i innymi, więc nikomu się z tego nie zwierzasz. Nie chcesz spotykać się z innymi matkami, bo ich dzieci i one same wyglądają na szczęśliwsze. Kiedy myślisz o swoim przeszłym życiu, przepełnia cię tęsknota, za którą też się obwiniasz. Nie masz apetytu, śpisz płytko, nie możesz zasnąć, chociaż dziecko śpi. Czasem myślisz, że chciałabyś wylogować się z tego wszystkiego, w dowolny sposób – coś przedawkować, zapić wódką i wreszcie poczuć spokój.

Najlepiej – wieczny.

Kiedy czytasz ten opis – bez względu na to, czy się w nim odnajdujesz, czy nie – to pewnie czujesz, że macierzyństwo w takim stanie to koszmar.

Tymczasem problem depresji poporodowej – bo to jej objawy zostały tu opisane, dotyczy co piątej kobiety.

Nie wszystkie trafiają do psychiatry i psychoterapeuty. Mit Matki Polki trzyma się dobrze, każe zagryzać zęby w sztucznym uśmiechu i brać się w garść. Bo przecież “to najszczęśliwszy czas w życiu kobiety”, “jedyne prawdziwe spełnienie”.

“Wiem, że ona teraz mnie potrzebuje, ale nie mam na nic siły ani ochoty, jakbym była martwa w środku”.

W mediach macierzyństwo malowane jest raczej na różowo, w samych spieszczeniach – te pieluszki, maluszki, śpioszki… Jednak paleta barw jest o wiele bardziej zróżnicowana – u aż do 80% świeżo upieczonych matek przeważa w niej kolor… niebieski. “Baby blues” zaczyna się zwykle w piątym/szóstym dniu po porodzie, wraz z nawałem mlecznym, i wiąże się go z przełomem hormonalnym – spada poziom ciążowych estrogenów, progesteronu i tyroksyny, a wzrasta prolaktyny, niezbędnej do rozpoczęcia laktacji. Wywołuje to chwiejność emocjonalną i przechodzenie od śmiechu do płaczu.

Wiele można wyjaśnić zmianami hormonalnymi, ale warto się przyjrzeć tej sytuacji z psychologicznego punktu widzenia. Mało się mówi o tym, że urodzenie dziecka wiąże się z żałobą. Pracę, którą lubiłaś, musisz odłożyć na bok, podobnie jak przyjemności w rodzaju imprez czy samotnego łażenia po mieście. O czas z partnerem trzeba zawalczyć, pojawia się masa nowych obowiązków, którym towarzyszy pozbawienie nieprzerwanego snu. Zewsząd słyszysz sprzeczne porady – spać czy nie spać razem, szczepić czy nie szczepić, iść na dwór czy nie. To nowa praca 24/7, której nikt cię nie uczył.
Noworodek bywa mało słodki, mało interaktywny i zaczyna nagradzać uśmiechem wysiłki opiekuna dopiero między 6 a 12 tygodniem życia. Jeśli do tego dojdzie traumatyczny poród, okaleczający ciało i duszę, partner wracający szybko do pracy na długie godziny, brak wsparcia w postaci niani, babci, koleżanek oraz desperackie próby “ogarniania” wszystkiego jak dotychczas – to przepis na depresję poporodową mamy gotowy.

Bo “baby blues” mija w ciągu dwóch tygodni. A depresja nie mija.

Wpełza pod skórę i jeśli nie jest leczona, uprzykrza do bólu czas, który mimo swoich cieni ma także radosne oblicze. W końcu “mały Alien” ma piękne, malutkie stópki i tak uroczo pochrapuje, kiedy w końcu zaśnie…

“Miałam obawę, że jak zajmę się sama sobą, to odwróci to moją uwagę od dziecka i będę złą mamą”.

Rodzicielstwo ma wiele punktów wspólnych z lataniem samolotem. W przypadku spadku ciśnienia w kabinie samolotu maskę nakłada się najpierw sobie, dopiero potem dziecku. Nie da się nim skutecznie zajmować, kiedy samemu jedzie się na oparach. A tym, co realnie szkodzi dziecku, jest kontakt z matką w przewlekłej, nieleczonej depresji, a nie z matką, która znalazła dla siebie wsparcie i pomoc.

Bo co ciekawe, wiele pacjentek wyleczonych z depresji poporodowej nie widzi w niej już wszechogarniającego mroku, ale raczej sprzymierzeńca, który zaciągnął ją przed oblicze psychiatry i psychoterapeuty, gdzie zajrzały do swojego wnętrza.

Często w takich sytuacjach okazuje się, że to wnętrze już wcześniej było obolałe i domagało się troski. Wielu kobiet w depresji poporodowej dotyczą wyśrubowane wymagania wobec samych siebie, perfekcjonizm, nieumiejętność korzystania z pomocy otoczenia, stawiania granic, sadystyczne krytykowanie samej siebie, przymus bycia “miłą”, zatajanie swoich potrzeb.

To nie są zjawiska psychiczne ściśle związane z macierzyństwem, ale mające znaczenie we wszystkich obszarach życia. Zajmowanie się swoim cierpieniem, zaganianym przez lata pod dywan, może budzić obawę, ale warto myśleć o nim jak o oczyszczaniu ran – boli, ale dzięki niemu rana może się gładko zrosnąć.

“Bałam się zacząć brać leki, bo myślałam, że będę musiała odstawić go od piersi - a teraz, kiedy czuję się taka pusta, mam wrażenie, że to właściwie jedyne, co mogę mu dać”.

Wiele kobiet jest przekonanych, że każdy lek przenika do mleka i może zaszkodzić dziecku. To szkodliwy mit! Leki przeciwdepresyjne z grupy inhibitorów wychwytu zwrotnego serotoniny (SSRI) – takie jak sertralina, mogą być bezpiecznie stosowane w trakcie karmienia piersią. Jeśli natomiast karmienie piersią jest czymś, czego nie lubisz i stanowi element szeroko rozumianego “poświęcenia się dla dziecka” – to warto się zastanowić nad jego zakończeniem, w porozumieniu z lekarzem.

Wracając do leków przeciwdepresyjnych – nie uzależniają, nie zmieniają osobowości i nie kolidują z psychoterapią. Przeciwnie – pozwalają na tyle opanować emocje i przywrócić prawidłowy sen, żeby dało się na psychoterapii spokojniej myśleć nad zrozumieniem samej siebie.

I szukać razem z terapeutą sposobu odzyskania dla ciebie szczęśliwego macierzyństwa. Może będzie nim niania, która odciąży cię i da chwilę oddechu? Może przekazanie większego zakresu opieki nad dzieckiem partnerowi? Może powrót do dawnych zainteresowań albo otwarcie się na spotkania z innymi, życzliwymi tobie ludźmi? A może po prostu pozwolenie sobie na to, że ma ci prawo być ciężko, masz prawo nie czuć codziennie do swojego dziecka tak samo intensywnej miłości i masz prawo mieć czas i przestrzeń dla siebie?

Jeśli odnalazłaś się w tym tekście i czujesz, że możesz mieć depresję poporodową – chyba już wiesz, co robić. Nie pozostawaj z nią sama!

dr n. med. Katarzyna Szaulińska-Dynowska jest lekarką psychiatrą i psychoterapeutką. Odbyła szkolenie specjalizacyjne z psychiatrii w III Klinice Psychiatrii Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. W latach 2018-2019 pełniła obowiązki ordynatora oddziału detoksykacyjnego OLZA w Zakładzie Profilaktyki i Leczenia Uzależnień w Instytucie Psychiatrii i Neurologii. Ukończyła czteroletnie szkolenie w psychoterapii psychodynamicznej w Laboratorium Psychoedukacji.

Jest autorką pracy doktorskiej „Obturacyjny bezdech senny u chorych na schizofrenię” oraz licznych prac naukowych publikowanych w czasopismach krajowych i zagranicznych.
Stworzyła scenariusz komiksu o depresji „Czarne Fale” i współtworzyła oraz koordynowała program profilaktyki depresji u młodzieży oparty o komiks „Czarne Fale-lekcje o depresji” we współpracy z Fundacją III Kliniki Psychiatrii “Syntonia”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry